Rynek bardziej patrzy na wojnę niż na zapasy w USA
Rynek ropy naftowej odnotował wsparcie w orędziu Donalda Trumpa, które nie zawierało jasnych przesłanek co do zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie. Jest to zdecydowanie bardziej dominujące dla rynków niż informacja, że zapasy ropy w USA wzrosły o 5,5 mln baryłek w tygodniu do 27 marca, pomimo całkowitego popytu na poziomie 20,92 mln baryłek dziennie. Także eksport z USA nie jest jeszcze zbyt wysoki, pomimo braku pewnych ilości ropy naftowej z Zatoki Perskiej – w tygodniu do 27 marca wyniósł 3,5 mln baryłek dziennie, podczas gdy tygodniowy rekord pochodzi z 2023 roku i wynosi średnio 5,6 mln baryłek dziennie eksportu.
Marcowy spadek podaży ropy i rosnące ryzyko dla transportu przez Ormuz oraz Bramę Łez sprawiają, że rynek może bardzo szybko stracić całą oczekiwaną nadwyżkę.
Marcowy spadek produkcji OPEC zmienia obraz rynku
Reuters wskazuje także na swoją analizę sugerującą, że w marcu produkcja ropy spadła o 7,3 mln baryłek dziennie. Należy pamiętać, że jest to wartość uśredniona dla całego miesiąca, więc spadek wydobycia na koniec marca był w okolicy 10 mln baryłek dziennie. Liderem cięć wojennych jest Irak, który z 4,15 mln baryłek dziennie w lutym zszedł do ok. 1,6 mln baryłek dziennie.
Pozostałe kraje OPEC w regionie najprawdopodobniej będą wprowadzać cięcia w perspektywie najbliższych dwóch tygodni, gdy ilość wolnego miejsca w magazynach i na tankowcach w Zatoce Perskiej zacznie się kurczyć do dramatycznych poziomów. 5 kwietnia mamy spotkanie OPEC+ i wnioski z tego spotkania mogą wskazać, w jakim kierunku pójdą kraje organizacji w związku z wojną. Nieoficjalne doniesienia z regionu mówią, że jest poparcie krajów arabskich dla amerykańskiej inwazji lądowej na Iran, której celem ma być udrożnienie Cieśniny Ormuz.
Europa może odczuć skutki dopiero w kwietniu
Dr Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), prognozuje, że poważne zakłócenia w europejskim rynku ropy rozpoczną się dopiero w kwietniu, gdyż w marcu były realizowane dostawy, które zdążyły opuścić Zatokę Perską przed ograniczeniem tranzytu przez Cieśninę Ormuz przez Iran po izraelsko-amerykańskim ataku. Może to oznaczać wzrost cen i marż w Unii Europejskiej, a także – po pewnym czasie – pierwsze oznaki braków paliw.
IEA skoordynowała w marcu także uwolnienie ok. 20% globalnych zapasów ropy naftowej, co miało ustabilizować rynek, jednak wpływ był marginalny, a świat znacznie zredukował strategiczne zapasy surowca.
Rosja i ryzyko dla szlaków transportowych podbijają napięcie
Ostatnim czynnikiem wpływającym na wyceny ropy jest fakt, że podaż rosyjskiej ropy, choć niekupowanej przez europejskich odbiorców w znacznych ilościach, została ograniczona. To skutek zarówno ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę eksportową, jak i wzrostu zapotrzebowania związanego z sezonowym zapotrzebowaniem rolnictwa w okresie wiosennych zasiewów. Jest to pomijana, ale istotna – ok. 10% podaży – cegiełka w globalnym rynku ropy naftowej. Rosja wprowadziła także zakaz eksportu benzyny do końca lipca 2026 roku.
Ormuz i Brama Łez pozostają kluczowym ryzykiem
Perspektywicznie ważna dla rynku czarnego złota będzie kwestia przywrócenia tranzytu przez Cieśninę Ormuz. Jednak w obliczu irańskich ataków na tankowce, także VLCC (do 2 mln baryłek ropy) z ładowniami pełnymi surowca, rośnie ryzyko katastrofy ekologicznej w regionie. Jeśli potencjalna plama ropy po takim tankowcu zanieczyści wąski, 10-kilometrowy szlak wodny przez Ormuz, trasa ta może być zablokowana przez kolejne 6–12 miesięcy, niezależnie od statusu władz w Iranie.
Włączenie się do walki jemeńskich Huti zwiększa także ryzyko dla eksportu ropy z zachodniego brzegu Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza dla jednostek VLCC. Jeśli pojawią się ataki w pobliżu Bramy Łez, czyli cieśniny pomiędzy Morzem Czerwonym a Morzem Arabskim, to eksport ropy z Bliskiego Wschodu dużymi jednostkami zostanie zredukowany praktycznie do zera, zostawiając światu jedynie tankowce klasy SuezMax, czyli 0,8–1,2 mln baryłek, oraz bardzo wąskie gardło tranzytowe, jakim jest Kanał Sueski.
W praktyce oznacza to, że nawet częściowe odblokowanie rynku nie musi szybko przywrócić równowagi, jeśli ryzyko dla wydobycia i transportu ropy na Bliskim Wschodzie utrzyma się także w kolejnych tygodniach.